Cześć, wszystkim!
Dzisiejsza noc (09.08.2025) zapowiadała się magicznie. Pełnia Księżyca Żniwiarzy – nazwa brzmi jak coś z baśni, prawda? A do tego ten zachód słońca, który malował niebo na pomarańczowo-różowe odcienie. Idealne warunki, żeby wyruszyć w plener z aparatem!
Wyzwanie było jedno: złapać ten moment. Zrobić idealne zdjęcie zachodzącego słońca, a potem, po zmroku, spróbować upolować kilka gwiazd. W teorii proste, w praktyce… no cóż.

Plany vs. Rzeczywistość
W mojej głowie wszystko wyglądało profesjonalnie. Statyw, aparat, idealna kompozycja, ISO ustawione na 100, migawka na 1/500… a potem naciskam spust. I co?
Zdjęcie zachodu słońca wyszło, jakby ktoś pomalował mi obiektyw dżemem. Tęcza kolorów, ale jakoś tak… rozmyta. No cóż, na żywo i tak było pięknie, więc nie ma co narzekać.
Później, po zachodzie, przyszedł czas na nocne niebo. Przecież każdy może zrobić zdjęcie gwiazd, prawda? Wystarczy statyw, długa ekspozycja i… cierpliwość. Postanowiłem, że złapię parę konstelacji. Zamiast tego, na zdjęciach pojawiły się… świecące kropki. Serio. Wyglądało to trochę, jakby ktoś rozrzucił ryż po czarnym kocu. Ale wiecie co? To też ma swój urok!

Morał jest prosty (i humorystyczny)
Choć moje zdjęcia nie trafią na okładki National Geographic, to najważniejsze jest coś innego. To, że wyszedłem z domu, spędziłem czas pod gołym niebem, a przy okazji sporo się nauczyłem. A może najważniejsze jest to, że mam z czego się śmiać!
Poniżej macie kilka moich “dzieł”. Dajcie znać, co o nich sądzicie! Może macie jakieś wskazówki dla amatora? A może sami macie podobne doświadczenia?
Zapraszam również do galerii zdjęć 😊😊
https://lensduo.com/gallery/index.php?/category/10


